iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Kocham Książki: Zawsze Zaglądaj na Ostatnią Stronę

W pracy jestem znana jako ”ta, co wiecznie czyta”. Ten niemal indiański pseudonim zdobyłam zasłużenie – podczas każdej przerwy na papierosa, lunch, a nawet podczas ćwiczeń przeciwpożarowych, nos mam zawsze wetknięty w książke. Nie wynika to tylko ze zwykłego faktu, iż kocham czytać, ale także (a może głównie) z braku czasu.

 
A czasu nie mam (chciałoby się rzec, jak każda kobieta). Studiuję, pracuję i jestem matką, czyli zakres moich lektur, teoretycznie zaczyna się na podręcznikach i artykułach do mojej pracy magisterskiej, a kończy na bajeczkach i wierszykach dla dzieci. Moje czytelnicze zainteresowania wychodzą jednak trochę poza przedstawione ramy, stąd moje wieczne zaczytanie w miejscu pracy (przez wielu postrzegane jako dziwne, a nawet lekko zalatujące jakąś obsesją). Jak mam dobry dzień, niezłą książkę i dłuższe przerwy, potrafię dojść do 80 stron dziennie. A gdy lektura jest naprawdę świetna, zdarza mi się nawet czytać pod biurkiem, tudzież „podejrzanie często korzystać z toalety” (w celach zupełnie innych od fizjologicznych - tzw. Czytanie Sedesowe).
 
Podczas lat, nieograniczonych sytuacją życiową, lat tak zwanych „dziewczęcych” a nastepnie ”wczesnokobiecych” odkryłam pierwszą prawdę dotycząca książek, a mianowicie ZAWSZE ZAGLĄDAJ NA OSTATNIĄ STRONĘ. Szczególnie, jeśli wypożyczyłeś książkę z biblioteki, wygrzebałes na strychu dziadków, lub nabyłeś ją w antykwariacie. Powód jest prosty: ostatniej strony może brakować, a to z kolei może mieć konsekwencje w postaci nerwicy na lata. Jeszcze jako dziecko, zawsze zagladałam na koniec powieści i czytałam ostatnie zdanie. Nie wiem skąd wzięła się u mnie taka maniera, ale kontemplowałam ją przez lata. Aż zaczęłam nadziewać się na skutki swojej własnej strategii, kiedy to:
 
- ostanie zdanie w książce było wypowiadane przez bohatera, który przez całą powieść „niby nie żył”
- w ostatnich słowach znajdowało się podsumowanie zagadki kryminalnej
- finalne wyznanie brzmiało „Kocham cię”, „Odchodzę”, „To nie jest twoje dziecko” bądź „Odwal się”, co skutecznie psuło mi suspens, misternie konstruowanej przez autora intrygii miłosnej.
 
Przestałam zaglądać na ostatnią stronę. Jak to z nawykami, na początku było ciężko i ten zwalczyć, ale udało się: byłam z siebie dumna i nareszcie pozwalałam się zaskoczyć autorowi kunsztownym, bądź też banalnym zakończeniem. Aż do pewnej Upalnej Nocy.
 
„W Upalną Noc” John’a Ball’a to taka moja literacka, czerwona płachata, na widok której zamieniam się we wściekłego byka. Wygrzebałam tą powieść, dwanaście lat temu, z biblioteczki mojej babci i pochłonęłam w przeciagu kilku godzin. I chociaż głównym wątkiem powieści był rasizm i prześladowania czarnoskórej ludności, był to także (niestety dla mnie) kryminał. Niestety - bo jak się okazało - książce brakowało 5 ostatnich stron, na których detektyw Tibbs miał wyjawić, kto był morderca.
 
Uprzedzę możliwe pytania: Po dwunastu latach, dalej nie wiem kto zabił. Zaraz po lekturze, przeszukałam biblioteki, księgarnie i regały znajomych – nie znalazłam drugiego egzemplarza. W desperacji, szukałam nawet tych brakujących kartek. Byłam o krok od zorganizowania seansu spirytystycznego, w celu kontaktu ze zmarłą babcią, która mogłaby rzucić nieco światła, na miejsce pobytu owych zaginionych stron. W końcu jednak dałam za wygraną. Emocje opadły, ale książkę przezornie zdjęłam z półki i schowałam, bo za każdym razem gdy patrzyłam na grzbiet „W upalną noc”, dostawałam tików nerwowych.
 
Co radzę: Zaglądać na ostatnią strone, ale nie czytać. Jest to dosyć trudne, ale w razie pokusy, skupiać się na rogach stron, albo mysleć o „Krzyżakach” (wtedy ponoć, przeciętnemu Polakowi, oczy automatycznie odmawiają posłuszeństwa i zamykają się na każdy tekst pisany). Jeśli mamy jakiekolwiek powody, by myśleć, że ostatnia strona naszego egzemplarza nie jest ostatnią stroną historii, dzieło wyrzucić. Bo jeżeli książka nie ma zakończenia, to nie jest już książką – jest perfidnym narzędziem tortur. Ewentualny z niej pożytek, to oddanie osobie, której nie darzymy specjalna sympatią.
 
A dla zainteresowanych: Miesiąc temu, kupując książkę w internetowym antykwariacie, przypomniałam sobie o „W Upalną Noc”.
4 złote plus 12 złotych kosztów przesyłki – tyle kosztowało mnie uśpienie wściekłego byka, który drzemał we mnie od 12 lat. Po lekturze, nie omieszkam zgłębić wątków tego dzieła (mam nawet powołany do takich celów specjalny blog, w którym recenzuję sobie różne utwory historiajednejksiazki.wordpress.com/  ). Książka, czeka na mnie w moim rodzinnym domu w Polsce i będę ją mogła przeczytać latem. Zapewne w jakąś upalną noc.
Komentarze (9)
Paradoks Wirusa HIV O Obnażaniu się: Goły facet w...

Komentarze

2010-02-26 09:09:16 | *.*.*.* | UnaMotAna
Re: Kocham Książki: Zawsze Zaglądaj na Ostatnią Stronę [0]
Witam i pozdrawiam wszystkich komentujących, a szczególnie tych, którzy
zaglądają na ostatnią stronę - daliście mi wiarę w to, że jednak jestem
normalna :) skomentuj
2010-02-25 08:25:28 | *.*.*.* | basiulka1
Re: Kocham Książki: Zawsze Zaglądaj na Ostatnią Stronę [0]
O wiesz, że ja też zawsze zagladam na ostatnią stronę. Tak zaczynam nie
tylko książkę ale nawet czasopisma. W domu zawsze się ze mnie śmieją. A
ja im mówię, że najciekawsze zawsze jest na końcu. Milego czytania. skomentuj
2010-02-24 20:21:54 | *.*.*.* | oaza09
Re: Kocham Książki: Zawsze Zaglądaj na Ostatnią Stronę [0]
Tez uwielbiam książki choć przyznaję się bez bicia, że teraz przegrywają
z internetem i również zaglądałam na ostatnią stronę, co skutkowało
odstawieniem na półę, bo już wiedziałam jak się kończy :) skomentuj
2010-02-24 20:20:06 | *.*.*.* | agajacek
Re: Kocham Książki: Zawsze Zaglądaj na Ostatnią Stronę [0]
Mam to samo , książka u mnie to relikwia dzieci też musiały książkę
szanować i oni pilnują swoje dzieci aby szanowały książkę . A chcę
zwrócić uwagę na to że biblioteki pozbywają się [za 50 gr.- 1 zł.]
książek wartosciowych . Chciałam wypożyczyć książkę która czytałam rok
temu i chciałam ją powtórnie przeczytać to okazało sie że tej i innych
książek nie ma bo w NOWICZESNOŚĆ biblioteka wchodzi . Ciekawa jestem
czy Kraszewski , Sienkiewicz i inni też zginą z półek bo juz są "
STARUSZKI" i trzeba bylo sie pozbyć z półek. A TA PANI KTÓRA MI TO
POWIEDZIAŁA JEST ŻAŁOSNA . skomentuj
2010-02-24 18:10:00 | *.*.*.* | Sysia2020
Re: Kocham Książki: Zawsze Zaglądaj na Ostatnią Stronę [4]
zgadzam się mi kiedys braklo paru stron koszmar,potem goniłam po
biblioitekach szukajac białego kruka... skomentuj
2010-02-24 19:43:10 | *.*.*.* | Luiza21
Też kiedyś czytałam ostatnie zdanie :) skomentuj
2010-02-25 08:19:17 | *.*.*.* | czarnapantera
Uno:)
byłam na twoim drugim blogu i jestem naprawdę pod wrażeniem:)
Jestem równiez miłosniczką ksiażek i podzielam Twoją pasję
czytania nałogowego, niestety jako żona, matka i szefowa nie
bardzo mam czas na oddawanie się swej pasji. Smutne to,ale
prawdziwe, że ostatnio czytam tylko jedną książkę na miesiąc :/
"W upalną noc" nie czytałam ale bardzo mnie zaintrygował Twoja
recenzja, wiec zaraz jak skończę "Hymn na cześć koktajlu"
Remarque, na pewno się za nią wezmę. Mam nadzieje, że ją gdzies
dorwę.
pozdrawiam serdecznie
:)
ps.
zawsze zagladam na ostatnią stronę! skomentuj
2010-02-25 15:44:44 | *.*.*.* | omena1
czytanie to przyjemność porównywana z jedzeniem deseru, ale
gdy jest nieodpowiednio wykończony to i degustacja nam nie
daje tyle satysfakcji, podobnie z książką która nie ma
końcowych kartek...jestem osobą niecierpliwą i podziwiam Cię
że wytrzymałaś tyle lat by zaspokoić swoją ciekawość co do
zakończenia książki, ja bym od razu wyruszyła na jej
poszukiwanie
Pozdrawiam:) skomentuj
2010-02-26 09:07:42 | *.*.*.* | UnaMotAna
Omena1, ja w sumie nie miałam wtedy za bardzo wyboru - 12
lat temu nie posiadałam komputera, Internet to była nowość
dla wybranych, więc po wycieczkach do bibliotek i
antykwariatów, dałam za wygraną. I z czasem zapomniałam,
choć jak widać nie do końca. Teraz muszę poczekać do lata,
ale w porównaniu do okresu, który już "przehibernowałam"
kilka miesięcy to tzw. "pikuś" :) skomentuj